gnieszka

 <- Retour

Mademoiselle Agnieszka

I - Narodziny

Mademoiselle Agnieszka urodziła się pewnego pięknego dnia w komunistycznej Polsce. Niebo było całkowicie bezchmurne, a jego ciemny błękit przywodził na myśl pocztówki otrzymywane czasami z Ameryki przez tych, którzy mieli szczęście posiadać tam rodzinę lub znajomych. Nieliczni przechodnie rzadko kiedy patrzyli na wysoki budynek szpitalu i na pewno żaden z nich nie pomyślał o tym, że w tej chwili pojawiała się na ziemi nowa istota, mały człowiek witający swoją mamę pierwszym krzykiem, po czym patrzący z ciekawością na twarz tej, z którą stanowili całość przez prawie dziewięć miesięcy. Każdy przechodzień śpieszył się do swoich zajęć, pracy lub domu. Nieliczne rodziny z dziećmi (których rodzice w tę sobotę nie pracowali, bo w tamtych czasach soboty były pracujące) kierowały się w stronę pobliskiego jeziora, by sobotni dzień popołudnie spędzić nad brzegiem wody i skorzystać z ciepłych promieni majowych.

Rodzice Mademoiselle Agnieszki należeli dzisiaj właśnie do tej grupy – cały ranek i południe spędzili na piknikowaniu w towarzystwie grupy znajomych. Obchodzili spóźnione imieniny jednego z nich, Wincentego. Solenizant zafundował wszystkim przejażdżkę łodzią motorową. Ale była frajda! Młodzi ludzie cieszyli się jak dzieci, gdy łódź podążała jak strzała po jeziorze, a jej dziób rozdzielał taflę wody na dwie części. Długie włosy dziewczyn falowały na wietrze, błękit nieba odbijał się w wodzie i nadawał jej wygląd materiału drogiej sukni jedwabnej, a promienie słońca błyszczały na jego powierzchni jak biżuteria.

Było tak pięknie i młodzi ludzie cieszyli się czasem spędzonym razem. Odpoczywali właśnie po cudownej przejażdżce dzieląc się ciastem i kawą z termosu, gdy Mama Mademoiselle Agnieszki wydała okrzyk zaskoczenia. Wszyscy zwrócili na nią oczy.

„Chyba już” - powiedziała młoda kobieta.

„Nie, żartujesz. Przecież termin masz za trzy tygodnie” - mówi siedząca obok koleżanka, żona solenizanta. Nowy skurcz wykrzywił twarz Mamy Mademoiselle Agnieszki.

„Trzeba iść do szpitala” - mówi i podnosi się z wielkim trudem. Dobrze, śe szpital nie jest tak daleko i można do niego szybko dojść piechotą. I że mieszkają w pobliżu – będą moli zajść, by zabrać potrzebne rzeczy.

Mama i Tata Mademoiselle Agnieszki wyruszyli bezzwłocznie w stronę domu, gdzie wynajmowali pokój - tak zwaną stancję, która była rzeczą normalną w tamtach czasach w przypadku młodych małżeństw, które jeszcze nie dostały przydziału na mieszkanie komunalne - większość lub spółdzielcze – zamożniejsi, a które nie chciały mieszkać z rodzicami jednego z małżonków. Po przybyciu na miejsce Tata Mademoiselle Agnieszki szybko pobiegł na górę do ich pokoju, by zebrać kilka potrzebnych rzeczy. Mama została na dole i mówiła, co ma zapakować. Gospodyni domu usłyszała zamieszanie i wyszła ze swojej części do holu zobaczyć, co się stało. Widząc, że Mama  Mademoiselle Agnieszki zwija się z bólu wystraszyła się i zmartwiła, bo jej męża nie było w domu i nie mógł zawieźć młodej kobiety do szpitala. Zaproponowała, że pójdzie do sąsiadów, by zadzwonić po pogotowie, ale Mama  Mademoiselle Agnieszki odpowiedziała, że na pewno szybciej dojdą, niżby karetka przyjechała.

Zaraz potem Tata zszedł z góry i niosąc torbę z wyprawką do szpitala i młodzi ludzie wyruszyli w drogę. A ta nie była łatwa i chociaż szpital znajdował się naprawdę niedaleko, wydawało się, że nigdy tam nie dojdą, ponieważ prawie każdy krok sprawiał młodej kobiecie ogromną trudność , a skurcze stawały się coraz częstsze. Mama kilka razy zatrzymywała się i czekała, aż bóle przejdą, a Tata coraz bardziej zaczynał się denerwować. W końcu doszli do szpitala i zameldowali się w rejestracji.

Kazano im czekać. W końcu pani w okienku zainteresowała się młodą kobietą skręcającą się z bólu z zawołała pielęgniarkę, która kazała Mamie Mademoiselle Agnieszki podążać za sobą. Tata musiał zostać, bo mężczyźni nie mieli wstępu na salę porodową. Musiał poza tym wrócić do domu, bo w pośpiechu zapomnieli wziąć dowód osobisty, który był wymagany przez administrację szpitala.

Wybrał się więc w drogę powrotną jak najszybciej, ponieważ nie chciał przegapić momentu, gdy pielęgniarka przyjdzie, by obwieścić mu, że właśnie został tatusiem, co wcześniej obiecała. Stało się to bardzo szybko – ledwo zaprezentował się ponownie przed panią w rejestracji, ta zakomunikowała mu, że ma piękną córkę i jeżeli chce ją teraz zobaczyć, to musi wyjść pod okna sali porodowej wychodzące na tylne schody szpitala i poczekać, to dziecko zostanie mu pokazane przez okno. I tak też się stało. W ten sposób sposób młody tata po raz pierwszy zobaczył swoje dziecko: przez szybę. Na bezpośredni kontakt musiał jeszcze trochę poczekać. Tochę, to znaczy do jutra. Młody tatuś bardzo się niecierpliwił i chciał koniecznie zobaczyć swoją żonę i nowonarodzoną córeczkę.

W końcu pani z okienka dała się przekonać i zawołała pielęgniarkę, która zaprowadziła o do sali, w której właśnie zainstalowano Mamę Mademoiselle Agnieszki. Młoda kobieta była bardzo zmęczona, ale uśmiechnięta.

„Podobna jest do ciebie” - powiedziała. „Ma takie czarne włoski, które są długie i pielęgniarka zakręciła je w takiego dużego loka na czubku główki, mówiąc, że teraz mała ślicznotka wygląda jak prawdziwa dama.”

Wkrótce przyniesiono dzidziusia do pierwszego karmienia. Widok małej istotki bardzo wzruszył młodego mężczyznę.

„Mała Agnieszka” - powiedziała Mama. A noworodek spojrzał w jej twarz swoimi granatowymi oczkami i wykrzywił małe usteczka w dużym uśmiechu – w ten sposób Mademoiselle Agnieszka powitała świat: ufnie i z uśmiechem.

 <- Retour

© Tous les textes et toutes les photos publiés sur ce site sont ma propriété. Contact pour demande d'utilisation de mes publications.