agnieszka.fr : Po prostu Agnieszka, która we Francji mieszka… :)

Home || Textes || Photos || Vidéos || Contact

Opowiadania (Nouvelles) - Wiersze (Poèmes) - Dziennik (Journal) - Inne (Autres) : Traditions polonaises

Journal

Środa, 12 grudnia 2018

Wczoraj przed snem rozmyślałam o tym, że 12 grudnia rok temu wypadał właśnie we wtorek i że na swojej fejsbukowej stronie opublikowałam wtedy notatkę mówiącą o pięknym dniu.

Wydawało mi się również, że nagrywałam lub próbowałam nagrać na pamiątkę melodię, której w tamtym czasie uczyłam się. Kojarzył mi się również z tym obraz Miauczusia, bo wtedy pracowaliśmy jeszcze razem.

Miauczuś przeprowadził się do innego domu. Mam nadzieję, że jest tam mu dobrze. Czasami myślę o nim. Brakuje mi go. Jego obecności. Głosu. Dotyku. I wierności, bo zawsze był gotowy do pracy, nawet gdy już od dłuższego czasu wymagał opieki swojego doktora, a ja zapominałam umówić go na wizytę. Miauczuś robił, co mógł, czasami wysilał się, aby ukryć swoje zmęczenie.

Postanowiłam dzisiaj zająć się poszukiwaniami tego utworu, jeżeli istniał. I znalazłam. Tytułu nie pamiętam, wydaję mi się, że coś z dżezem i klasyką, ale mogę się mylić. I chyba nie trzeba dodawać, że zagrać dzisiaj ne potrafię… Nauka poszła w las i nie wróciła.

Dzisiaj pogoda nie jest piękna. To znaczy, nie jest słonecznie. Dla mnie może być pięknie nawet wtedy, gdy pada. Ale dzisiaj jest zimno. Otworzyłam drzwi i szybko zamknęłam, bo zimno przenika do kości, które i tak dzisiaj narzekają.

Dimanche, le 22 avril 2018

Quelle beauté dès le matin !

Le ciel d’un bleu magnifique, si pur et profond qui apporte de la légèreté et de la joie qui accompagne tout au long de la journée…

Simple.

Pourtant.…

Un pur bonheur…

Wtorek, 7 listopada 2017 roku

Dziś rano przyszło mi na myśl, aby otworzyć szafę z różnościami. Na górnej półce, w towarzystwie różnych papierów, leżały sobie dwa duże zeszyty, polskie. Zaznaczam to, ponieważ jest to ważny dla mnie szczegół – nigdy nie przyzwyczaiłam się do zeszytów francuskich, w których zawsze „niewygodnie” mi się pisało: a to za duży lub za mały, za cienki lub za gruby, za twardy, papier też jakiś taki…

Dziwnie było wziąć w rękę zeszyt, który należał do „innego ja”. Jeszcze trudniej było otworzyć go i przejrzeć, ale udało się – w końcu przyzwyczajałam się do tych moich nie moich rzeczy przez ponad sześć miesięcy.

W środku niespodzianka: różne teksty – wiersze, opowiadania lub ich początki! I to wszystko pochodzi z końca lat 90-tych ubiegłego wieku i tysiąclecia bądź z roku dwutysięcznego… Już wtedy pisałam. I tak w ogóle, to chyba zawsze coś tam gdzie pisałam, zapisywałam. Myśli, cytaty, rymowanki… Pamiętniki. Słowo było zawsze moim konikiem.

© Agnieszka