Wtorek, 7 listopada 2017

Wtorek, 7 listopada 2017 roku

Dziś rano przyszło mi na myśl, aby otworzyć szafę z różnościami. Na górnej półce, w towarzystwie różnych papierów, leżały sobie dwa duże zeszyty, polskie. Zaznaczam to, ponieważ jest to ważny dla mnie szczegół – nigdy nie przyzwyczaiłam się do zeszytów francuskich, w których zawsze „niewygodnie” mi się pisało: a to za duży lub za mały, za cienki lub za gruby, za twardy, papier też jakiś taki…

Dziwnie było wziąć w rękę zeszyt, który należał do „innego ja”. Jeszcze trudniej było otworzyć go i przejrzeć, ale udało się – w końcu przyzwyczajałam się do tych moich nie moich rzeczy przez ponad sześć miesięcy.

W środku niespodzianka: różne teksty – wiersze, opowiadania lub ich początki! I to wszystko pochodzi z końca lat 90-tych ubiegłego wieku i tysiąclecia bądź z roku dwutysięcznego… Już wtedy pisałam. I tak w ogóle, to chyba zawsze coś tam gdzie pisałam, zapisywałam. Myśli, cytaty, rymowanki… Pamiętniki. Słowo było zawsze moim konikiem.